Wiara konsekwentna?

Ostatnio pisałam o dzieleniu się i dzisiaj w pewnym stopniu chcę kontynuować temat.

Dwa tygodnie wcześniej odbyły się rekolekcje Domowego Kościoła „Zachować dziedzictwo Sługi Bożego Ks. Franciszka Blachnickiego – zrozumieć, umiłować, być wiernym ”. Prowadziły je Dorota Seweryn i Grażyna Miąsik, obie z Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła.

W nawiązaniu do tego, co pisałam tydzień temu, to one przede wszystkim „dzieliły się osobą” księdza Franciszka, a szczególnie Dorota, która praktycznie była z nim od początku. To jej świadectwo pozwoliło doświadczyć jego obecności wśród nas. Opisując drogę jaką kroczył, pokazała całe bogactwo jego życia, ale także historię Ruchu Światło-Życie.

W kontekście świadectwa Doroty widzimy, jak każde powołanie Pana Boga jest potrzebne. Powołując ks. Franciszka, daje mu do pomocy konkretne osoby, aby mogło się to powołanie wypełnić.

Osobiście jest mi jeszcze bardziej bliska sprawa wiary konsekwentnej, o której wielokrotnie myślę także na modlitwie. W mojej świadomości zaistniała właśnie po przez modlitwę o beatyfikację Sługi Bożego ks. Franciszka. Wiem, że jego życie było potwierdzeniem takiej wiary, a co z moim świadectwem ?.

Czy moja wiara ma wpływ na dokonywanie codziennych wyborów

i podejmowanie różnego rodzaju decyzji w życiu ?. Pomimo swojej grzeszności i ograniczeń, staram się być wierna i konsekwentna. Czasami jest to proste, ale bywa i tak, że podjęcie decyzji wiąże się z wyrzeczeniami i jest wtedy o wiele trudniejsze. Często jednak ta konsekwencja wraca do mnie jako kolejny dar, który mnie zmienia, uwrażliwia, otwiera

i przemienia moje serce.

Nie chciałabym, aby moje życie było powodem dla kogokolwiek do stwierdzenia: „wierząca ale nie praktykująca”.

Pozdrawiam

Reklamy

Cukierek albo. . . znicz!

Zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych i wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać od refleksji nad tym, jak łatwo zastępujemy to piękne święto jakąś maskaradą. W Warszawie pełno już zaproszeń na imprezy Halloween, ludzie szukają przebrań, wszędzie jakieś lampiony z dyni. O ile ludzie pytani o datę 1 listopada wiedzą, że coś z grobami, ale doskonale wiedzą, co zrobić dzień wcześniej. Do tego stopnia, że rok temu jeden supermarket ogłaszał się w tym czasie hasłem: „Cukierek, albo znicz”, chcąc w ten sposób dogodzić wszystkim, zarówno tym, którzy oddają się praktyce, no właśnie, „świętowania” (?) Halloween , jak i tym, którzy w tych dniach wybiorą się na groby swoich bliskich zmarłych. Popularność tych praktyk jest niestety coraz bardziej duża, a wielu, również wierzących, nie widzi w tym nic złego.

Co z tym robić? Jest kilka ciekawych pomysłów i tak na przykład już kolejny raz zachęcają nas byśmy na uroczystość Wszystkich Świętych zmieniali swoje zdjęcia profilowe na portalach społecznościowych na wizerunki naszych patronów. 1 listopada jest, przecież właśnie świętem świętych, wszystkich tych, którzy osiągnęli już niebo.

W ostatnią niedzielę wchodzę do kościoła w Łochowie i rozejrzawszy się po ławkach trochę tracę rezon. W pierwszej ławce siedzi, bowiem kilkunastoletni biskup, za mną ktoś, kto mógłby być św. Józefem, a przy krzesłach biegają małe aniołki. Myślę sobie, że coś ze mną nie tak, dawno mnie w domu nie było to może się pozmieniało. Patrzę pytająco na mamę, która uspokaja mnie mówiąc, że to ksiądz zorganizował dla dzieci Bal Wszystkich Świętych. Dzieciaki przebrane za świętych miały przyjść na niedzielną mszę, no i stawiły się, ba był nawet papież. Uważam, że to świetny pomysł, zamiast przebierać się za trupy i inne potwory sięgajmy do naszej prawdziwej, pięknej tradycji obchodzenia uroczystości WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH.

Wyrzućmy lampiony z dyni, bo z niej to się robi przetwory na zimę i sięgnijmy do żywotów świętych. Nie tylko przebierajmy się za nich, ale i sami bądźmy świętymi.

Z moją patronką

Z moją patronką (źródło: archiwum prywatne)

 

 

Zarabiaj miliony – zasady, które zmienią twoje życie.

Ostatnio baaardzo modny stał się rozwój osobisty, samorealizacja, trening osobowości etc. W internecie, co raz można zobaczyć reklamę zachęcającą do skorzystania z jakiegoś meetingu, eventu czy przemowy. Zachęcają nas slogany typu: „zmień swoje życie”,”zostań milionerem” czy też ‚”5 prostych kroków by osiągnąć sukces”.

Słuchamy pewnych ludzi, którzy chcą przekazać pewne mądrości życiowe lub w jaki sposób planować swój czas, aby być szczęśliwym człowiekiem. Myślę, że są to w wielu przypadkach bardzo wartościowe i mądre treści. Martwiące jednak jest to, że owi coach`e stają się często dla nas guru posiadający tajemną wiedzę.

Czasami mam wrażenie jakby to była papka niby mądrości, potrzebna do osiągnięcia niby sukcesu. A przecież tak na prawdę jest jedna prosta zasada, która zastąpi wszystkie starania. Brzmi ona: „Pragnij!” Tak jest. Wystarczy, żebyś prawdziwie pragną jakiegoś celu, a tak na prawdę to możesz osiągnąć.

Tak samo jest z relacją z  Bogiem i drogą do świętości. PRAGNIJ! Bądź albo gorący albo zimny. Nigdy letni. Człowiek, którym pomiata wiatr i żyje bez pragnienia świętości nic nie zyska. Jeśli nie czujesz chęci do nawiązania relacji z Bogiem to problem w mniejszym, czy większym stopniu leży w Tobie. Jeśli zapragniesz – spotkasz Boga. To pragnienie jest łaską, ale też i odpowiedzią na zaproszenie dane od Boga.

Combo

wsr5ld

Spójrz na Krzyż. Składa się z dwóch belek, prawda? Każda belka to jedno przykazanie. A jak je połączymy, to mamy combo Bożej Miłości. I pozdro. I naucz się z tym żyć, że ktoś za Ciebie umarł. I to dlatego, że tak bardzo Cię kochał.

PS. Inspiracje ostatnimi czasy czerpię od Dominikanów. Fajnie gadają.

Polecam, Ewelina Wiercińska.

A pewnego razu w kinie

W Sokołowie niedawno, po rocznym remoncie, otworzono Ośrodek Kultury. Sala kinowa również została wyremontowana – nowe fotele, ekran, ściany, dźwięk. Aż miło. Niby nowocześnie, ale jest klimat takiego kina studyjnego.

Ale nie o tym ma być.

Kiedy chodziłam do podstawówki to uczono mnie, ze w kinie się nie je ani nie pije. I do dzisiaj denerwuje mnie mlaskanie popcornem czy siorbanie coli. Jakby się nie dało wytrzymać 2 godzin bez przeżuwania. Ale wiadomo, komercja, zarobić trzeba. Na kinowy popcorn mam też „odrzut” z innego powodu –  kiedyś jakieś siedzące koło mnie dziewczyny za dużo go zjadły no i niestety… Nie było to miłe doświadczenie (dźwięk, zapach i widok). A dziś rozwalił mnie siedzący koło nas (byłam z koleżankami) pan -całkiem dorosły, jakby nie patrzeć. W którymś momencie wyjął „piersióweczkę”, łyknął z niej, skrzywił się i popił wodą mineralną. Zatkało nas. Bo krycie miał prawie jak gimnazjalista przed nauczycielem podczas wizyty za sklepem (lub innym „tajemnym” miejscu). No i ani to było miejsce, ani czas na to – bo film nie żadna głupia komedia bez składu i ładu (dla jasności, komedie lubię) a z sensem i bardzo dobrze zrobiony. I smutny był fakt, że są ludzie którzy nawet dobrego filmu nie potrafią obejrzeć bez „dopalacza”.

Słowo Boże – rzeka życia

Wj 22,20-26; 1 Tes 1,5c-10; J 14,23; Mt 22,34-40

Ile razy w życiu myślałem w ten sposób, że przykazania mnie ograniczają, że nie są drogowskazami, a jedynie czymś co zamiast ułatwiać mi drogę, to ją utrudnia. Mogę zadać sobie pytanie kim byłbym, albo co powiedzieliby ludzie (często jeden z głównych powodów naszego postępowania – a jest to czysta pycha, takowe myślenie) gdybym: wykorzystywał cudzoziemca, pracowałby u mnie i nie znał języka, ja płaciłbym mu grosze itp.; dokuczałbym (w jakikolwiek sposób) kobiecie, której zmarł mąż i zamiast pomagać jej dzieciom, to czyniłbym ich życie cięższym; ubogiego, który nie ma na chleb, nachodziłbym, aby oddał mi 20 zł, które jemu dałem itp. Ludzie nazwaliby mnie zwyrodnialcem, człowiekiem bez serca, powiedzieliby, że to co robię jest nieludzkie. Właśnie to są nakazy – rozwinięte przykazania, które Bóg daje Mojżeszowi (pierwsze czytanie), czyli przykazania to pomoc do tego, abym był w pełni człowiekiem, to 10 miłosnych słów Boga do mnie niosących przesłanie: Dziecko chcę, abyś był doskonały 🙂

Dom

Zwracając się w stronę domu, na fontannie można zobaczyć witraż z dwoma greckimi słowami (o tym już było „O Kaplicy Chrystusa Sługi cz. V”. Od symbolu odchodzą witraże-promienie. Kompozycja ta znajduje się w tylnej ścianie Kaplicy Chrystusa Sługi.

Poniżej – pod bardziej skośnym dachem – jest okno, dawnej, pierwszej kaplicy pod wezwaniem Matki Kościoła. Na tym piętrze znajdują się pokoje mieszkalne i zakrystia.

Dom ten stopniowo rozbudowywany wzdłuż, wszerz i wzwyż – w pewien sposób obrazuje rozwój Ruchu. Historii można też „dotknąć”, oglądając proporce  oraz różnych typów i stopni, z różnych lat. Umieszczono je na werandach-korytarzach obok „pokoju Ojca”.  O tym pokoju za tydzień!!!

Czytaj dalej