Spalać sie

Jesień kojarzy mi się zawsze z wykopkami. Nie tylko ziemniaków, ale może przede wszystkim buraków cukrowych. Mieszkam na tzw. „cukrowni” i sama fabryka działała jeszcze w czasach mojej szkoły średniej. Wiązało się to z charakterystycznymi dźwiękami – traktorów i samego zakładu, paprochami w oczach (bardzo dymiło z kominów i leciało z nich mocno) i zapachem. Takim słodkim – no w końcu robiono cukier. Ale jak wykopki to i ogniska – spalano pozostałości roślin. Pachniał dym, czasem piekło się na nim kiełbaski.

Autor fotografii pan Marcin Kożuchowski

Autor fotografii pan Marcin Kożuchowski

Ja lubię patrzeć na ognisko – tak po prostu stać i patrzeć na ogień, widzieć jak trawi on materiał (drewno, węgiel, chwasty). Mimo, że coś niszczy to jednak coś daje – światło, ciepło. Zapanowanie nad nim w sumie pomogło kiedyś ludziom przetrwać i pójść dalej w rozwoju.

Czasem myślę, że moja praca przypomina ognisko – w jakiś sposób mnie niszczy, spalam się. Mogę być też nieprzewidywalna – jak ogień. Ale jednocześnie coś daje. Jedni korzystają i czerpią, inni wręcz przeciwnie. Czasami spotykam osoby, z którymi wiele lat temu byłam na oazie (czasem ich nie pamiętam – aż wstyd) a oni to moje ciepło czy dym wspominają. I chociaż zdarza mi się wkurzać, że brak czasu dla siebie, że trzeba coś poświęcić dla pracy to jednak warto. Bo tak w ogóle chyba inaczej bym nie potrafiła.

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Spalać sie

Możliwość komentowania jest wyłączona.