A pewnego razu w kinie

W Sokołowie niedawno, po rocznym remoncie, otworzono Ośrodek Kultury. Sala kinowa również została wyremontowana – nowe fotele, ekran, ściany, dźwięk. Aż miło. Niby nowocześnie, ale jest klimat takiego kina studyjnego.

Ale nie o tym ma być.

Kiedy chodziłam do podstawówki to uczono mnie, ze w kinie się nie je ani nie pije. I do dzisiaj denerwuje mnie mlaskanie popcornem czy siorbanie coli. Jakby się nie dało wytrzymać 2 godzin bez przeżuwania. Ale wiadomo, komercja, zarobić trzeba. Na kinowy popcorn mam też „odrzut” z innego powodu –  kiedyś jakieś siedzące koło mnie dziewczyny za dużo go zjadły no i niestety… Nie było to miłe doświadczenie (dźwięk, zapach i widok). A dziś rozwalił mnie siedzący koło nas (byłam z koleżankami) pan -całkiem dorosły, jakby nie patrzeć. W którymś momencie wyjął „piersióweczkę”, łyknął z niej, skrzywił się i popił wodą mineralną. Zatkało nas. Bo krycie miał prawie jak gimnazjalista przed nauczycielem podczas wizyty za sklepem (lub innym „tajemnym” miejscu). No i ani to było miejsce, ani czas na to – bo film nie żadna głupia komedia bez składu i ładu (dla jasności, komedie lubię) a z sensem i bardzo dobrze zrobiony. I smutny był fakt, że są ludzie którzy nawet dobrego filmu nie potrafią obejrzeć bez „dopalacza”.