Co masz, czego byś nie dostał od Pana

Wróciliśmy ze spotkania kręgu. Temat formacyjny to: „Dzielenie się dobrem” , i nie

chodzi tylko o dobra materialne. O te też, bo trudno będzie mówić głodnemu o Bogu.

Jeśli zaś chcemy się dzielić wiarą, to przede wszystkim musimy ją mieć sami.

Jeśli spotkałam w swoim życiu Boga i doświadczyłam Jego obecności w dobrych, ale także

w trudnych chwilach, i jeśli to się stało naprawdę w moim sercu, to moje życie zacznie o

tym „mówić”. Szczególnie te trudne doświadczenia „zginają” moje kolana, uczą pokory

i przypominają, że we wszystkim należymy do Pana.

On jest cały czas obecny w moim życiu i pokazuje mi wspaniała drogę, którą

nie zawsze kroczę. Pomimo tego zostawił mi wybór, daje mi wolną wolę, bo chce abym

doświadczając Jego obecności w swoim życiu, zmieniła je na lepsze z potrzeby serca, a nie

tylko ze strachu, czy lęku.

Jeśli odkryjemy w swoim życiu Jego plan dla nas i będziemy go starać się realizować,

pomimo, że często nie jest to proste, to jesteśmy szczęśliwymi ludźmi. A tej radości nie da się

zatrzymać dla siebie.

Jest godzina 0:35. To chyba dzisiaj podzieliłam się głównie czasem. Na początek

dobre i to. Myślę, że jest to obecnie towar bardzo deficytowy. Więc dzielmy się nim również

z innymi.

A może by tak na różaniec?

Zaczął się październik. No dobra zaraz się skończy. Nie to nie tak, że jestem tak nieogarnięta, że nie zauważyłam upływu czasu. Październik po prostu zawsze kojarzył mi się z jednym, oczywiście z różańcem. Oj to były czasy jak się codziennie biegało do kościoła, szalało przed nim, zbierało obrazki, modliło z innymi. I jakoś sobie nie mogę przypomnieć, żeby ktoś mnie do tego zmuszał, wszyscy po prostu chodzili na różaniec.

Od tamtych czasów jednak minęło sporo czasu. Dziś to nie jest już dla mnie tak oczywiste. Natłok zajęć i nieustannie pogłębiające się lenistwo sprawia, że zdarza mi się w ogóle nie bywać na różańcu w październiku. Ostatnio jednak w weekend miałam okazję uczestniczenia dwukrotnie w różańcu i przypominam sobie jak wielkie ma to znaczenie, jak wiele można wyprosić. Tak bardzo żałuję, że nie umiem korzystać z tak wielkiego daru.

Tak sobie czasem myślę, że w tak zabieganym świecie, gdzie liczy się czas, każdy się spieszy, gdzieś biegnie, różaniec jest mało popularną modlitwą. No, bo komu by się chciało 53 razy odmawiać „Zdrowaś Mario…”, to takie monotonne i nudne, nie dla współczesnego człowieka. Zarazem niczego dzisiejszy człowiek tak nie potrzebuje jak tego czasu spokojnej modlitwy, w której może zwyczajnie się zapomnieć. Oddać wszystkie swoje problemy, wszystkie radości, wszystkie zwątpienia Matce, zostawić wszystko w jej rękach i pozwolić jej działać.

Myślę jak często nie doceniam tej prostej modlitwy i jak często nie mam na nią czasu. Może czas wrócić do dziecięcej radosnej praktyki codziennego różańca? Do końca października zostało jeszcze trochę czasu. Ktoś idzie ze mną?

Źródło

as

Zapraszam Cię dziś na niezwykły spacer. Zakładaj szybko buty i płaszcz. Nie zapomnij o szaliku! Idziemy nad warszawski brzeg Wisły, gdzie wygodnie rozsiądziesz się na kocyku. Patrz jak tu pięknie! Spójrz na ten zachwycający zachód słońca, na te ostatnie muśnięcia promieni, które lekko głaszczą taflę wody… Chce Ci się pić? Naprawdę, akurat teraz? Może napij się z rzeki? Nie? Dlaczego? Że co, że zanieczyszczona? No co Ty, nie gadaj! Pewnie nic Ci się nie stanie. Dobra, okej, już nie namawiam. A jakbyś chciał się napić to gdzie byś się udał? Do źródła, powiadasz? To skoro chcesz pić u źródła, dlaczego tak często wybierasz zanieczyszczoną rzekę?

Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu.

                                                                                                                                      J 4, 10 -11

Spotkanie

Spotkanie

Weekend z Projektem Wschód-Zachód. Mówiąc najprościej przyjechali do Sokołowa (do mnie ) ludzie bardzo do mnie podobni – system wartości, zachowania, zainteresowania. Łączy nas śpiew – stary dosyć, bo średniowieczny. Tym razem pieśni z Monserrat – klasztoru benedyktyńskiego, położonego w masywie górskim Montserrat w Katalonii, 40 km na północny zachód od Barcelony, który jest znany z kultu figury Matki Boskiej, tzw. „Czarnulki”. Na przestrzeni już kilku ładnych lat istnienia projektu już były i pieśni pasyjne i kolędy i chorał maryjny.  I owszem -w ten weekend było intensywnie, zmęczenie jest.

Czytaj dalej

Słowo Boże – rzeka życia

Iz 45,1.4-6; 1 Tes 1,1-5b; Mt 12,21; Mt 22,15-21

Dzisiaj będzie tylko na temat 1 czytania. Często w naszym życiu szukamy woli Bożej, nie zgadzamy się z pewnymi wydarzeniami i dopiero po jakimś czasie widzimy, że jednak było w tym Boże prowadzenie. Król Cyrus – Król Persji, za którego czasów ów naród rządził całym ówczesnym światem – od Indii do Egiptu. Jest on poganinem, a mimo to JHWH przez usta proroka Izajasza nazywa go swoim pomazańcem. Za jego rządów i dzięki jego podbojom została zdruzgotana potęga Babilonii i Żydzi którzy od 586r. B.C. nie istnieli jako naród, państwo, nie mieli świątyni i przebywali na wygnaniu w 538r. B.C. dzięki dekretowi owego Cyrusa (poganina) otrzymują nakaz powrotu do Judy i odbudowy Jerozolimy i Świątyni. Nakaz polityczny, wydany przez poganina, bo właśnie tak działa Bóg; tak zaskakujące są Jego drogi 🙂 Nigdy nie wiadomo kto dla mnie może być takim Cyrusem, poganinem przez kogo Bóg będzie działa.

Kopia Górka i św. Jan Paweł II cz. II

Kopia Górka w papieskiej „powtórce z geografii”

Kopią Górkę – Centrum Ruchu Światło-Życie w Krościenku n. Dunajcem wspomniał 16 czerwca w swoistej „powtórce z geografii” Ojciec Święty na zakończenie Mszy Świętej w Starym Sączu. 650-tysięczne zgromadzenie było świadkiem niezwykłej podróży wraz z Ojcem Świętym, który nakreślił przed oczyma wiernych trasę zapamiętanej przed laty wędrówki.

„Jestem tu, w Starym Sączu, stąd wyruszamy ku Dzwonkówce, Wielkiej Raczy i na Prehybę” -rozpoczął z uśmiechem. „W Dzwonkówce wchodzimy na Wielką Raczę – kontynuował Ojciec Święty. Wracamy na Prehybę i schodzimy albo zjeżdżamy na nartach. Stamtąd do Krościenka. W Krościenku na Kopiej Górce jest Centrum Oazy”. Na te słowa niezwykłym entuzjazmem zareagowały tysiące oazowiczów – wymachując żółtymi chustami, wprost piszcząc z radości. „W Krościenku przekraczamy Dunajec, który płynie razem z Popradem w kierunku Sącza Nowego i Starego, i jesteśmy w Sączu z powrotem” – powiedział Papież wśród wiwatów młodzieży i okrzyków „Zostań z nami!”, „Kochamy Ciebie!”.

9 10 11 12 13 14 15 16

zdj. archiwum Ruchu Światło-Życie

„Mamy czas”? „Czas nie goni nas” ?

Mam paskudny charakter. Nawet się już z tym nie kłócę. Jeżeli mam cały dzień na zrobienie jednej rzeczy, to najprawdopodobniej się z tym nie wyrobię, no, bo przecież, jeszcze tu trzeba zajrzeć, tu zerknąć, a mam na to caaaaały dzień, więc mogę. Oj jak ja się za to nie lubię. Inaczej jest jak mam jeden dzień na załatwienie 10 ważnych spraw, przed zajęciami, czy pomiędzy, czy po, wtedy to tak sobie wszystko zaplanuje, że jeszcze będę mieć chwilę dla siebie. Jakoś to tak jest, że im większa presja czasu to wszystko idzie prościej.

Dlaczego o tym piszę? A no, dlatego, że zaczął się rok akademicki, wróciły obowiązki, no do sesji jeszcze trochę czasu, a to podczas jej trwania student jest zawsze w niedoczasie. Zaczęła się bieganina, zajęcia, dom, praca, znajomi i wiele innych spraw, czekających na mnie, a ja jak zwykle nie mogę się z tym uporać. Gdzieś biegnę, czegoś nie zrobię, o czymś zapomnę. Zwalenie wszystkiego na mój charakter jednak nie zadziała, sprawa jest o wiele gorsza, ja po prostu źle gospodaruje swoim czasem, wolny dzień leniuchuję, a później biegnę. Nie to, że kogoś osądzam, ale chyba część z Was też tak ma.

A jakie są skutki takiego traktowania czasu? Oprócz takich oczywistych, że cały czas się spieszymy, martwimy, że z czymś nie zdążymy, albo nasz dzień jest wypełniony w 100% zadaniami do zrealizowania, nie zostaje nam na nic czasu. I właśnie o to „na nic” najbardziej się rozchodzi. Jak w zaplanowanym w całości dniu znaleźć czas na spotkanie z Bogiem? Szykując swój plan raczej nie wpisujemy w kalendarz tego wyjątkowego spotkania, a powinniśmy. Wiem sama jak ciężko po takim dniu skupić się na wieczornej modlitwie i często kończy się to na zwykłym pacierzu i nie ma już miejsca na „Nasze spotkanie”, później się wpada w taką rutynę, a ona jest najgorszą formą relacji.

Może warto jednak wpisać do swojego kalendarza spotkanie ze Stwórcą?