W mocy Ducha Świętego

W dniach 20-23 lutego 2015 roku odbyła się w Częstochowie na Jasnej
Górze XL Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Światło- Życie.
Wystąpienia zaproszonych na Kongregację Odpowiedzialnych prelegentów
ubogacone często były ich osobistym świadectwem.
Nie będę teraz pisała o każdym. Mam nadzieje, że wrócę do tego,
albowiem jest to bogactwo, którym warto się w przyszłości podzielić.
W tym roku mija 40 lat od momentu, gdy nasz Ruch jako hasło pracy
rocznej obrał słowa „Odnowa w Duchu Świętym”. Był to czas niezwykły.
Podczas rekolekcji oazowych uczestnicy doświadczyli wylania darów Ducha
Świętego, które trwale ukierunkowały Ruch Światło- Życie ku
ewangelizacji i odnowie życia chrześcijańskiego.
Odwołując się do tamtych wydarzeń, które w istotny sposób wpłynęły na
Kościół w naszym kraju, również dzisiaj dostrzegamy potrzebę wołania o
nowe wylanie darów Ducha Świętego na Kościół w Polsce i innych krajach.
Dlatego hasłem pracy rocznej w roku formacyjnym 2015/2016 będą słowa ”
W mocy Ducha Świętego”.Odkryjmy na nowo moc Ducha Świętego działającego
we wspólnocie Kościoła, w Biblii, w liturgii i na modlitwie.
Przyzywajmy codziennie Ducha Świętego i otwierajmy się na Jego dary.
Niech wołanie św. Jana Pawła II stanie się naszym wołaniem. Niech nasza
odnowa wyrażona między innymi poprzez modlitwę uwielbienia i
dziękczynienia będąca owocem życia w Duchu Świętym otwiera nas także na
wspólnotę, parafię, na życie społeczne, na świat.

_MG_4373[1] Czytaj dalej

Mosty

W Warszawie jedną z najbardziej denerwujących mnie rzeczy jest komunikacja. Autobusy jeżdżą zbyt rzadko, przyjeżdżają za późno, jadą za długo. Jak bardzo cierpię teraz kiedy most łazienkowski jest zamknięty i korki w stolicy urosły do rangi gigantycznych. Teraz muszę wcześniej wstawać by dojechać do pracy/szkoły i wracam dużo później. Czasem muszę kombinować jak gdzieś dojechać, bo autobusy zmieniły trasę. Wielu ludzi jest w tej samej sytuacji, a wielu z nich nawet nie jeździło tym mostem.

Tak sobie myślę ile razy nam zdarza się zamykać nasze „ciągi komunikacyjne”. Odwracamy się od innych ludzik, urywany kontakt, przestajemy się odzywać. Tak często wydaje nam się że sami sobie jakoś poradzimy, że to dotyczy tylko nas. To tyczy się wszystkich, przyjaciół, rodziny, a wiele razy Boga. Jednak zdarza się nam nie zauważyć jak wielki paraliż tworzymy w naszym życiu, ale nie tylko. Jeszcze rzadziej zauważamy, że przez nas cierpią inni. Utrudniamy sobie sami życie często w imię własnej pychy czy własnego widzimisię.

Apeluję tu do Was wszystkich i do samej siebie. NIE PALMY MOSTÓW! Nie pozbywajmy się możliwości kontaktu z innymi. Nie zamykajmy sobie drogi do innego człowieka, bo nie wiadomo czy uda nam się odbudować tą relację. Może warto zastanowić się nad relacjami z innymi ludźmi a przede wszystkim z Bogiem i podjąć próbę odbudowania tych relacji póki można je jeszcze uratować

Słowo Boże – rzeka życia

Rdz 9,8-15;; 1 P 3,18-22; Mk 1,12-15

Nie zastanawia was: Dlaczego na początku Wielkiego Postu Kościół daje nam czytanie o potopie, Noe i tęczy, jako znaku przymierza zawartym między Bogiem a ludźmi? Może odpowiedzią jest to, co mówi nam św. Piotr, że wody potopu są zapowiedzią wód chrzcielnych. Wtedy wszystko staje się jasne, że Wielki Post ma mnie przygotować do najważniejszego wydarzenia w ciągu całego roku, do momentu kiedy w Wigilię Paschalną będę stał z zapaloną świecą w ręku i będę odnawiał moje przyrzeczenie chrzcielne. Będę wyrzekał się zła i grzechu, a wyznawał wiarę w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w Kościół, życie wieczne itd. Post ma mnie przygotować do tej chwili, gdy zostanę pokropiony wodą chrzcielną, gdy przypomnę sobie, że jest w mojej duszy niezatarte, a wyryte na zawszę znamię przynależności do Chrystusa, znak mojego życia wiecznego. I z tego powodu warto dobrze przeżyć Wielki Post 🙂

Post

Jak ten czas szybko leci. Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy Boże Narodzenie teraz zaczynamy już Wielki Post. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem to ten okres bardzooooo mi się dłużył, zawsze wydawało mi się, że trwa tak strasznie długo i nigdy się nie kończy. Dziś to wszystko się zmieniło i czasem nie zdążę zauważyć, że się zaczął gdy nagle się kończy.

Każdy zdaję sobie sprawę z tego jak ważny jest to czas w życiu każdego chrześcijanina i jak wielką wagę należy przykładać, żeby odpowiednio go przeżyć. Na początku stawiamy sobie liczne postanowienia, wyrzeczenia i mocno wierzymy, że to wszystko zmieni. Ile jednak razy tak w połowie postu coś w nas pęka i odpuszczamy sobie, albo kończąc post wracamy do stanu poprzedniego bez żadnej zmian. W Piśmie Świętym jest takie piękne zdanie, które jest nam przypominane na progu tego czasu: „Rozdzierajcie jednak wasze serca nie szaty”. Nie wolno nam zapominać, że post to nie tylko odstawienie słodyczy, Internetu czy telewizora, to ma być przede wszystkim czas, w którym odmienią się nasze serca a nie tylko o ciała.

Życzę Wam wszystkim owocnego postu, przeżytego mądrze i w duchu pokuty i przemiany własnego życia. Mam nadzieję, że pod koniec tej drogi staniemy się choćby odrobinę lepsi.

Cwałuje na obłokach

Mam wrażenie, że współczesny świat ma jakiś zakłamany obraz Boga. Jedni widzą surowego dziada, który trzaska piorunami (dajcie spokój, to Zeus jak coś) inni zaś lukrowego dziadka mroza, który sypie cuksami z nieba. Jak jest Twój Bóg naprawdę?
(Odsyłam do serialu „Biblia” – http://www.cda.pl/video/131272c6/Biblia-The-Bible-Czesc-1-i-2-2013-PL)

A co z Jezusem? Pewnie myślicie, że się nie pocił, do łazienki nie chodził (jak wyglądała łazienka 2000 lat temu?), nie jadł, nie pił, nie śmiał się, nie było mu nigdy smutno. Przecież był Bogiem, więc pewnie nie odczuwał tych wszystkich ludzkich przydatków…
A Józef? Taki stary i zgarbiony, całe życie podparty laską, od urodzenia? Wątpliwe. Pewnie szalał za Maryjką! Emanowała takim pięknem i siłą, że wszystko przy niej bladło.

Próbuję Wam tu nieudolnie pokazać, że my niekiedy źle postrzegamy. A źle postrzegać Boga, to jak przegrać wszystko na loterii. Zastanów się też czego on od Ciebie może chcieć. Może chce zmiany w Twoim życiu, może chce, abyś zwrócił uwagę na kogoś z Twojego otoczenia, może pragnie całym sercem Twego powrotu…

– Tato, tato, a Ty wierzysz w Pana Boga?
– No nie synku.
– Hm, no to trudno będzie Ci się dostać do Nieba.

Zapraszam Cię dzisiaj do modlitwy Psalmem 68. Zastanów się kim jest dla Ciebie Bóg. Czy wyimaginowaną postacią, czy Ukojeniem, do którego ucieka Twa dusza.

A sprawiedliwi się cieszą i weselą
przed Bogiem, i radością się rozkoszują.
Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu;
wyrównajcie drogę Temu,
co cwałuje na obłokach!
Jahwe Mu na imię;
radujcie się przed Jego obliczem!
Ps 68, 4-5

DOMEK

Za dzwonnicą, z lewej strony centralnego domu stoi „domek” zbudowany z jasnego drewna. Mieszczą się w nim Diakonia Słowa, Diakonia Środków Przekazu i Stanica nr 1 Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Zadaniem każdej stanicy jest formowanie członków Krucjaty i szerzenie jej idei przez różnego rodzaju akcje. Stanica nr 1 w Krościeńku czyni to, wydając pismo Krucjaty Wyzwolenia Człowieka pt. „Eleuteria” oraz prowadząc różnego rodzaju rekolekcje, kursy, warsztaty dla osób pragnących nieść wyzwolenie innym. Pracuje w niej zespół diakonii wyzwolenia, któremu przewodniczy Moderator Krajowy KWC. Tu można zasięgnąć informacji, wyjaśnić wątpliwości, prosić o radę i pomoc, zgłaszać propozycje działań i składać świadectwo czynów wyzwolenia. W tej stanicy przechowywana jest pierwsza Księga Czynów Wyzwolenia, do której swoje błogosławieństwo wpisał Jan Paweł II. Uczynił to podczas swojej pierwszej piejgrzymki do ojczyzny, 7 czerwca 1979 roku w Oświęcimiu, po wyjściu z celi o. Maksymiliana Kolbego. Księga zawiera nazwiska członków- założycieli Krucjaty. Jest znakiem daru Ruchu Światło Życie dla Jana Pawła II, daru który trwa i rozwija się. W czasie Godziny Odpowiedzialności i Misji podczas Dnia Wspólnoty każdego turnusu tę księgę-symbol wnosi się uroczyście do zgromadzenia- do niej wkładają swoje deklaracje przynależności nowi członkowie Krucjaty.

 

Walentynki

Na wystawach sklepów pełno czerwonych serduszek, wszędzie propozycję romantycznych wyjazdów i wyjść, to wszystko oznacza tylko jedno zbliżają się walentynki. Spokojnie nie zamierzam tu dzielić się, albo co gorsze przekonywać kogoś, do moich poglądów, każdy ma prawo do swojej opinii, a jeszcze by się okazało, że przemawia przeze mnie zazdrość czy coś. O nie tak to nie będzie. To wszystko jednak nasunęło mi kilka myśli. Chciałabym się tu z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami na temat MIŁOŚCI.

Chciałabym jednak porzucić najbardziej popularne wyobrażenia o niej, i zająć się tą, której tak często zdarza nam się w ogóle nie zauważać. Tą, która zawsze stoi obok, czasem w cieniu, niezauważalną, ale bez której świat jest szary i ponury. Chodzi mi tu o tą miłość, która nieustannie troszczy się o drugą osobę i pragnie dla niej jak najlepiej, jest skłonna do poświęceń. Tą, która przygrzewa obiad, gdy wraca się zmęczonemu z pracy, znosi wszystkie twoje złe humorki i złe nastroje. Ta, która dzięki, której zawsze ma się gdzie wrócić, która po prostu jest.

Może nie dostane w tym roku żadnej walentynki, ale i tak towarzyszyć mi będzie pewność, że są wokół mnie ludzie, którzy mnie kochają i których ja kocham i to jest najważniejsze, żeby zawsze mieć kogoś bliskiego. Jako chrześcijanie mamy to niewyobrażalne szczęście bycia kochanym przez naszego najlepszego Boga i to miłością najlepszą z możliwych.

NA walentynki życzę wszystkim dostrzeżenia tej prawdziwej MIŁOŚCI.

Dusze jak ptaki

Przeto tak mówi Pan Bóg: Oto wystąpię przeciwko wstążkom, którymi usidlacie dusze jak ptaki. Pozrywam je z ramion Waszych i dusze przez Was usidlone wypuszczę na wolność.

                                                                                                                    Księga Ezechiela 13, 20

Masz jakąś definicję wolności? Jeśli nie, to chwilę się zatrzymaj i pomyśl…

Często słyszę, jak ludzie mówią, że wiara ich ogranicza. Przecież aby żyć z Bogiem, należy przestrzegać jego przykazań.

1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną – mam zrezygnować czytania horoskopów i usług wróżek?
2. Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno – „O Jezu” nie może być wyrażeniem omnisytuacyjnym?
3. Pamiętaj abyś dzień święty święcił – że każdej niedzieli mam iść do kościoła?
4. Czcij ojca swego i matkę swoją – szanować i słuchać się rodziców?
5. Nie zabijaj – mam dbać o swoje zdrowie, nie przesadzać z alkoholem, rzucić palenie?
6. Nie cudzołóż – mam sobie odmawiać cielesnych przyjemności? Przecież seks jest fajny!
7. Nie kradnij – tak całkowicie mam porzucić ściąganie? Przecież na studiach się nie da!
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu – mam porzucić kłamstwo na rzecz prawdy?
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego – to patrzenie pożądliwie na drugą osobę jest grzechem?
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest – czyli jak komuś zazdroszczę, to również grzeszę?

Czy rzeczywiście przykazania są zakazami? Pomyślałeś o nich kiedyś jako o wskazówkach? Czy wierzący czy nie wierzący – wszyscy posługujemy się ogólnymi zasadami moralności. Osobiście nie znam nikogo kto czerpałby przyjemność z zabijania czy kradzieży. Sporo problemów jest z 6 przykazaniem… bo sex jest przecież fajny i bez sensu z tego rezygnować. Czekać do ślubu? A po co? Mimo wszystko jest to coś jedynego i niepowtarzalnego. Coś, co powinno się pielęgnować i oddać osobie, którą się kocha. A nie żyć w przeświadczeniu, że ktoś mi coś zabrał.

Człowiek sam siebie zniewala, bo jak inaczej nazwać „NO MUSZĘ ZAPALIĆ! TO MNIE USPOKAJA” albo „JAK SIĘ NAPIJĘ, TO MI JAKOŚ TAK LEPIEJ. WSZYSTKO GDZIEŚ TAK PO PROSTU ODCHODZI…”. Spotkania grup wsparcia: alkoholików, seksoholików i innych –ków, którzy na własne życzenie uczynili jakąś rzecz, jakąś czynność wartością nadrzędną w swoim życiu.

Wierząc czuję się wolna. Nie jest to dla mnie żaden sposób zniewolenia. Wierzę świadomie. Nie z przymusu, nie dlatego, że moja rodzina jest wierząca, ale dlatego, że w którymś momencie swojego życia podjęłam decyzję – WIERZĘ W BOGA I TA WIARA MNIE USZCZĘŚLIWIA.

Niekiedy odnoszę wrażenie, że takie moje gadanie nie przynosi żadnego rezultatu. Jakoś tak się dzieje, że ten Pan Bóg stawia na mej drodze osoby niewierzące, z którymi nawiązuję bliższe relacje. Dlaczego ja? Nie czuję się kompetentna. Jak się jednak okazuje, On ma zupełnie inne plany – „Ewelina, no Cię wybrałem. Masz z tym jakiś problem?” Jako chrześcijanie zostaliśmy powołani do głoszenia świadectwa. Skoro moje gadanie nie pomaga, to będę starać się żyć tak, aby ten ktoś pomyślał sobie chociaż z raz w życiu – „A może jednak ten Bóg jest…”. Każde takie zastanowienie jest dla mnie jak potwierdzenie, że Jesteś. Jak nagroda, którą mnie obdarzasz Panie.

Słowo Boże – rzeka życia

Hi 7,1-4.6-7; 1 Kor 9,16-19.22-23; Mk 1,29-39

Dzisiaj będzie o Hiobie. Bardzo często narzekamy na nasze życie, że to nam nie wyszło, że tamto się nie ułożyło po naszej myśli, że w pytania ktoś nie trafił (w kontekście sesji), że w miłości się nie układa; i tym podobne ważne lub mniej ważne sprawy naszego życia stają się przedmiotem naszego kwękania, stękania i jęczenia. Hiob był człowiekiem bardzo majętnym, miał wspaniałą rodzinę i liczne potomstwo (znak Bożego błogosławieństwa w ST), miał pewien status społeczny wśród swoich i co najważniejsze był sprawiedliwy w oczach Boga. Nagle jednego dnia traci cały swój dobytek, dzieci giną w katastrofie budowlanej, status społeczny traci przez fakt, że zaczyna chorować na trąd (trąd wykluczał ze społeczności, osoba żyła poza obozem, wioską i idąc drogą musiała krzyczeć, że jest chora) i tak ten Hiob siedząc na kupie gnoju i drapiąc swoje swędzące wrzody starą skorupą, nie narzeka, nie złorzeczy Bogu, a mówi: bojowaniem jest życie człowieka, oczekiwaniem zapłaty, życie to jak wyczekiwanie niewolnika na wolność. Hiob ukazuje, że to życie jest przemijaniem, a ważne żeby nie stracić niczego ze swojej sprawiedliwości w oczach Boga. Hiob zdaje się do nas krzyczeć: najważniejsze w życiu człowieka to nie „mieć”, a „być”: człowiekiem, wierzącym chrześcijaninem, to „być” z Bogiem. Jestem więcej „mieć” czy „być”???

Wizyta lekarska

Ostatnio musiałam zapisać się do lekarza. Normalnie żaden gabinet lekarski mi nie straszny, jednak teraz jakoś cały czas mi było nie po drodze. Fakt, że odkładałam to od miesiąca nie pomagał. Najgorsze, że doskonale wiedziałam że muszę to zrobić i to im szybciej tym lepiej. Najbardziej nie lubię jak nagle po kilku miesiącach muszę się zapisać, a później iść i się tłumaczyć dlaczego tak długo mnie nie było. Najlepszą opcja jest gdy wychodzę z jednej wizyty i zapisuję się na następną. Zachowuje wtedy ciągłość, która sprzyja nie tylko mojemu zdrowi fizycznemu, ale i psychicznemu. Pewnie zastanawia Was co to ma wspólnego z tematyką tego bloga. Pozornie nic.

Jak pewnie większość zauważyła jutro jest pierwszy piątek miesiąca, a z nim wiąże że spowiedź. Sakrament, który nie jest łatwy, o czym chyba już kiedyś pisałam, jednak jak bardzo potrzebny. Wielu ludzi uważa, że co miesięczna spowiedź nie jest potrzebna, bo przecież czy grzeszymy aż tyle? Tak sobie myślę, że jest z nią trochę jak z tym moim lekarzem. Im dłużej ją odkładam tym gorzej. Pierwszy piątek powinien być zawsze impulsem do działania, które ułatwi nam życie nie tylko w relacji z Bogiem ale i z innymi ludźmi.

Czasem podjecie tej próby, podejście do konfesjonału wymaga wiele sił i samozaparcia, jednak gdy bywa się tam regularnie wszystko staje się łatwiejsze. Przecież Lekarz, który nas tam uzdrawia jest najlepszym z Lekarzy i tylko On może dać nam nowe życie.

Nie ma co czekać! Idź do spowiedzi!