Okna

Okna

Weź się chwilę zastanów, czy przez ostatnie 40 dni się zmieniło. Zapewne odpowiedź brzmi:   „N i e”. Okej, pójdźmy za ciosem – dlaczego nie?

Człowiek nie docenia tego co dostaje od Boga. Nie docenia miłości, troski, uwagi a przede wszystkim czasu. Wielki Post to czas, nie oszukujmy się, niezwykle człowiekowi potrzebny. Pytasz się dlaczego? Abyś posprzątał ten cały syf dookoła Ciebie – Twoje relacje, postawy, założenia, cele… Wyobraź sobie, że staje przed Tobą Bóg i pyta się:

– Wykorzystałeś ten czas na porządki?

– Tak Boże, umyłem wszystkie okna.

– Nie o to mi chodzi głuptasie. Czy serce posprzątałeś się pytam.

Uważacie, że to czysto hipotetyczna rozmowa? Bóg co roku przychodzi do Ciebie i zadaje Ci to samo pytanie. Co roku dostaje odpowiedź: „No nie bardzo Boże, ale obiecuję, że w następnym roku będzie lepiej”.

Oczywiście nie będzie, ale On się nie zniechęca. Pokornie staje pod drzwiami Twego malutkiego serca i cichutko puka. Ogromnie się cieszy, gdy mu otwierasz. Choć widzi, że jesteś w totalnej rozsypce, bierze Cię w swoje ramiona i mówi: No i dobra. I tak Cię kocham. Jeśli tylko zechcesz, razem możemy to posprzątać.

Masz jeszcze tydzień. Odważysz się zaprosić Go do wspólnych porządków?

Reklamy

Pycha

Jeden z grzechów głównych. Pycha. Wg Słownika Języka Polskiego PWN to wysokie mniemanie o sobie. Nie jest obca chyba nikomu.  Słuchając dzisiaj Ewangelii – opisu Męki Pańskiej zwróciłam uwagę na ten fragment:

Przepowiednia zaparcia się Piotra
 Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej. Wtedy Jezus im rzekł: Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei. Na to rzekł Mu Piotr: Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja! Odpowiedział mu Jezus: Zaprawdę, powiadam ci: dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz. Lecz on tym bardziej zapewniał: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. I wszyscy tak samo mówili.

Pewność Piotra. Nie wierzy słowom Pana, wie lepiej. W pewien sposób może nawet czuje sie lepszy od tego, który zdradził Jezusa. Zapomina o swojej gwałtowności, o grzeszności i nie zawsze silnej woli. Jak się skończyło – wiemy. Słowa Jezusa sprawdziły się. Ogromna lekcja pokory – którą św. Piotr okazywał do końca życia. Umniejszał się, nawet przy śmierci.

Obecnie, z nami, tez bywa podobnie – ja tego nie zrobię, nigdy bym tak nie postąpiła/postąpił. A rzeczywistość czasem jednak okazuje się inna – mimo zapewnień zdarza się zbłądzić, postąpić w zaskakujący nawet dla siebie sposób.  I zostaje się tylko modlić o siłę, o pokorę i o łaskę aby trwać. Aby cały czas orientować swoje życie na Jezusa.

Światło w ciemności, nie tylko nocy

Jest bardzo późny wieczór, czytam „Przypowieść o siewcy”.
Nie pierwszy raz, ale jak to zawsze bywa, za każdym razem mam wrażenie,
jakby to był trochę zmieniony fragment Ewangelii. Niby te same słowa i
zdania, ale treść trochę jakby inna.
Słowa żyją, bo żyje Osoba, która je do nas kieruje. Dzięki Duchowi
Świętemu odczytujemy je wciąż na nowo bez względu na to, który raz to
czynimy. Duch Święty chce i pozwala nam je tak odczytywać, aby trafiały
do naszego serca i przemieniały je.
Słowo, które czytam dzisiaj jest obecne tu i teraz, czytane jutro,
będzie przemawiało do mnie w inny sposób, albowiem Bóg chce mojej
ciągłej, nieustannej przemiany. I nie ważne jest, jaką jestem glebą w
momencie siewu, ważne co robię aby ją użyźniać.
Jeszcze jedna myśl.
Powinnam ja także siać, dając świadectwo swoim życiem i w ten sposób
pomóc przemieniać się innym. Wtedy będzie można powiedzieć, że moje
życie daje plon.
„…Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc
przynosili, by owoc wasz trwał…”

Rehabilitacja

Ostatnio chodzę na rehabilitację i muszę przyznać, że to dość męczące. Muszę codziennie wstawać w najlepszym przypadku chwilę po 7, co dla takiego śpiocha jak ja jest środkiem nocy. Najpierw 30-40 minut ćwiczeń, później jeszcze 2 zabiegi. Bardzo często jest tak, że prosto z przychodni jadę albo na zajęcia, albo do pracy i rzadko jestem na czas, dlatego muszę mieć przy sobie wszystkie potrzebne rzeczy tzn. dres, kapcie, ręcznik, (na rehabilitacje) książki, notatki, i jedzenia na cały dzień, bo przeważnie wracam już późno. Niemniej jednak jedno jest pewne – pomaga, kolano nie boli już tak bardzo. Ile ludzi po wypadkach, wylewach czy z poważnymi schorzeniami odzyskują sprawność po takiej rehabilitacji.

Oczywiście nie piszę tego ku chwale NFZ. Myślę jednak, że w życiu jest podobnie. Pisałam już kiedyś o tym, że to co dobre jest trudne. Dziś chciałabym skupić się na tym, że czasem żeby uzyskać zakładany efekt, poprawę, czy to w codziennym życiu, we wszystkich aspektach naszej działalności jak i w życiu duchownym, musimy ponieść trud. Nie wszystko zawsze przychodzi ot tak, raczej nigdy się tak nie dzieje. Musimy się namęczyć, dać z siebie coś, poświęcić. Czasem na efekty trzeba trochę poczekać, rehabilitacja przynosi poprawę czasem dopiero po kilku tygodniach. Nie można jednak jej przerwać w momencie, w którym przychodzi ból, ponieważ zaprzepaszczamy całą pracę.

Nie możemy w życiu zaprzestawać pracy i wysiłku nad sobą tylko dlatego, że nie widzimy od razu efektów. To co piękne i dobre rodzi się często w bólu i potrzeba na to wiele czasu. Prawdziwe rezultaty widać nieraz po wielu tygodniach a może i latach. Żeby dostać coś od Boga sami musimy oddać się mu w całości, choć czasem wymaga to od nas wiele cierpień.

Nie poddawajmy się!

Słowo Boże – rzeka życia

 Jr 31,31-34; Hbr 5,7-9; J 12,20-33

Dzisiaj wypada zadać sobie pytanie: Czy wierzę, że Jezus umarł za mnie na krzyżu? Skąd taka kwestia? Jezus w Ewangelii mówi, że nadeszła godzina – czyli godzina naszego zbawiania, czas kiedy zostałem odkupiony krwią Chrystusa i powołany do pełni życia w Jego Zmartwychwstaniu 🙂 Jeśli odpowiedź jest pozytywna, to wtedy wiem co oznacza stracić życie dla Jezusa; to wtedy mam świadomość, że to ja jestem tym owocem, który powstał z Obumarłego Ziarna; to wtedy wiem, co znaczy być Sługą Jezusa i znajdować się tam, gdzie jest On; to wtedy odczuwam co znaczy – być przyciągnięty Boża miłością do Krzyża, na którym Jezus został wywyższony. Jeśli odpowiedź jest negatywna, to o ile uboższa jest moja wiara.

Eksperymentalny Sygnał Dobra

W książce Małgorzaty Musierowicz „kwiat kalafiora” bohaterowie – licealiści – wspólnie zakładają grupę ESD – Eksperymentalny Sygnał Dobra, towarzystwo dyskusyjne, mające badać wpływ uśmiechu (sygnału dobra) na innych ludzi. I sprawdzają to podczas zwyczajnych, codziennych zajęć. Raz nawet wynika z tego afera – sąsiadka jednych z nich podejrzewa młodzież o branie narkotyków – bo są za mili, bo sie uśmiechają.

Taki uśmiech – niby taka mała, zwyczajna rzecz. Podobnie jak pomachanie ręką, pomoc czy otworzenie drzwi. A przecież wiele może ułatwić, zmienić a na pewno – uczynić rzeczywistość bardziej przyjazną.

Do pracy jeżdżę codziennie. 25 km w jedną i 25 w drugą stronę. Rano jak to rano – zazwyczaj na ostatni moment, bo problem ze wstaniem to już norma. Na drodze zazwyczaj samochodów trochę jest – większość w przeciwną niż ja stronę. Jakiś czas temu jak zawsze z naprzeciwka sznur samochodów. Ktoś wyprzedza. Trochę nierozsądnie, musiałam wyhamować praktycznie do zera. Łatwo „dostać nerwa”. Pan z wyprzedzającego samochodu przeprosił gestem ręki, ukłonem głowy. Niby nic a nerw (choć wtedy go nie było) był bez szans. Nawet uśmiech sie pojawił.

Taki Eksperymentalny Sygnał Dobra na początek dnia.

To może spróbujemy dziś poeksperymentować?

 

Święty uśmiechnięty

Wiosna działa na mnie zawsze bardzo pozytywnie. Słońce, ciepło ah sama radość, chce się coś robić. Oczywiście nie wszyscy tak mają. Ostatnio słyszałam rozmowę w autobusie,swoją drogą jak wiele tematów biorę z komunikacji miejskiej, o metrze. Dwie panie narzekały, że teraz trudniej się poruszać po mieście, że tak źle że te autobusy tak jeżdżą do tego metra, bo rozkład zmieniony. Dzielnica, w której mieszkam ostro sprzeciwia się wpychania jej do metra. Oczywiście nie chce tu rozstrzygać czy to dobrze, czy źle, chodzi mi o to jak ciężko nam się cieszyć.

Tak sobie myślę, że nie zawsze jest wiosna, nie zawsze jest dobrze, dlatego tak ważne jest dostrzeganie małych rzeczy. Zamiast złościć się na rzeczy, na które wpływu nie mamy i które nie zawsze mają bezpośredni wpływ na nasze życie, szukajmy choćby najprostszych dobrych rzeczy. Otaczają nas dobrzy ludzie, zdarzają nam się miłe raczy i to wystarczający powód do tego by się uśmiechnąć.

Arka Noego śpiewała, że każdy święty chodzi uśmiechnięty, więc dlaczego ciągle na coś narzekamy. Mamy tysiąc powodów do radości, do bycia szczęśliwym, trzeba tylko rozejrzeć dookoła.

Teraz więc wszyscy szukają dobrych rzeczy, jakie ostatnio się wydarzyły i uśmiecha się do napotkanej osoby. Jesteśmy powołani do szczęścia- niebo to przecież nic innego.