Kilka słów o śnie

Dziś będzie naprawdę krótko, a wszystko to dlatego, że już ledwo patrzę na oczy i piszę ten tekst resztką przytomności. Wszyscy studenci wiedzą o co mi chodzi, zbliża się sesja, więc sen to luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. Podobnie mają maturzyści przed maturą, ale i każdy z nas ma w swoim życiu takie dni, w których do zrobienia jest zdecydowanie za dużo. Są różne sposoby na radzenie sobie z tymi sytuacjami, ja zaliczam się do tych, którzy wolą wcześniej się położyć, ale za to wstać później.
Tak już na poważnie. Chcę dziś powiedzieć, że czasem najlepszą opcją jest sen, odpoczynek. Czasem trzeba dać sobie czas na regeneracje. Z chłodną głową, bez zapałek w oczach wiele spraw wygląda inaczej i łatwiej można podjąć pracę nad nowymi projektami i nad samymi sobą.
Jesteśmy tylko ludźmi, więc dajmy sobie czasem prawo i do odpoczynku, nawet Bóg odpoczął siódmego dnia, po dziele stworzenia. Ja już więc kończę, żeby dać Wam czas dla siebie.

Reklamy

Przybądź Dawco Dobra i zamieszkaj w nas!

Jak zwykle siedzę i zastanawiam się nad kolejnym tematem na tekst na bloga. Muszę się Wam przyznać, że często mam totalną pustkę w głowie jeszcze siadając przed komputerem. Dziś było by tak samo, ale na szczęście, jak zawsze zadział niezawodny, często tak bardzo niedoceniany – Duch. Szybko tłumaczę się, że trochę zainspirował mnie ostatni wpis Eweliny, żaden to plagiat i naruszenie praw autorskich, bo przecież wszyscy tu piszący na pewno się ze mną zgodzą, że koniec końców czerpiemy z tej samej skarbnicy. Czasem zdarza mi się słyszeć, że ktoś chwali moje wpisy, dziś na kilka dni przed Zesłaniem Ducha Świętego, mogę z czystym sercem powiedzieć, to nie ja je pisze. Wszystko co przelewam na ekran mojego komputera nie wypływa tylko z mojej głowy, wszystko to dane jest mi przez Ducha.

Mam poczucie, że bardzo łatwo przychodzi nam zapominać o Trzeciej Osobie Boskiej – Duchu Świętym, Duchu Mądrości, Zrozumienia, Poznania, Odwagi i pewnie długo mogłabym tak wymieniać. Łatwo nam wszystko przypisać samym sobie, a przecież bez Ducha nie bylibyśmy wstanie powiedzieć, że Jezus jest Panem. Wszystko co czynimy dzieje się za Jego sprawą. Nie tylko wielkie akty wiary i bohaterstwa, ale najprostsze rzeczy, banalne, z pozoru słowa, niewielkie czyny, które mają tą wyjątkowość, że dzieją się właśnie teraz, właśnie tu. Jak tak o tym myślę to w swoim życiu ciągle „potykam się” o działanie Ducha Świętego, nie tylko na egzaminach, ale tak na co dzień.

Pisze więc dziś ten tekst jako podziękowanie dla Ducha Świętego, autora wszystkich tekstów na tym blogu, autora wszystkich moich odpowiedzi, prac na uczelni, autora wszystkich moich „mądrych” rozmów. Nie wiem jak Wy, ale z takim Wspomożycielem nie boję się niczego.

Pozwól Mu wiać…

PozwolMuWiac

Człowiek stara się robić wszystko na pokaz – każda podejmowana działalność musi być najpiękniejsza, najpokaźniejsza, taka przecudowna, żeby wszyscy mu zazdrościli. Brzmi znajomo?

Zapominamy jednak, że życie przypomina bańkę mydlaną – która jest niezwykle piękna lecz tak samo nietrwała. Każdy chce mieć największą, najwspanialszą bańkę, więc dmucha ile ma sił w płucach, niekiedy do utraty przytomności. Efekty? Zamroczeni leżymy na zimnym betonie obserwując kolejną katastrofę – bańka pęka a my się zastanawiamy dlaczego.

Więc co, nie mogę być szczęśliwy?
Jak mam w końcu dmuchać te bańki, żeby były zarazem piękne i trwałe?

POZWÓL DUCHOWI ŚWIĘTEMU DMUCHAĆ SWOJE BAŃKI!
Niedługo piękna uroczystość – Zesłanie Ducha Świętego! Pozwól Mu wiać…

Mój mały nieporządek

Nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi tu cytować Perfekcyjną Panią Domu. Powiedziała ona w jednym z odcinków, że należy unikać sytuacji, w których prowokuje się bałagan np. zostawianie niezłożonego koca itp. Ostatnio namacalnie poczułam jak działa mały życiowy bałagan, z pozoru nie znaczący, zwykła uniwersytecka zaległość, której chyba większość kiedyś doświadczyła. Ja ostatnio pisałam pracę, którą już dawno powinnam oddać, ale zawsze coś stało mi na drodze. Doszło do tego, że wiedziałam, że nie mogę zacząć niczego nowego dopóki nie skończę tego. Wisiało to nade mną i nie dawało mi spokoju. Niby nic wielkiego, ale doszło do tego, inne rzeczy też się posypały, między innymi, za co bardzo Was przepraszam, umknęła mi zeszła środa i czas na napisanie tekstu na bloga. Niewypowiedziana radość zapanowała w moim życiu na nowo, gdy pracę napisałam i oddałam prowadzącej.

Czasem ignorujemy małe zaległości, błędy, pomyłki, bo mówimy sobie, że to przecież nie ma znaczenia. Robimy tak z obowiązkami, relacjach z innymi, na każdym prawie kroku. Co gorsze mamy też skłonność do postępowania tak w życiu duchowym. Bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę, że to właśnie od małych kamieni zaczyna się lawina, której możemy nie zatrzymać. Powinniśmy zawsze zaczynać właśnie od tych najmniejszych rzeczy. Nie musimy od razu zbawić całego świata wystarczy, że będziemy stale dążyć do naszej świętości, prostymi czynnościami codziennymi.

Zachęcam wszystkim mocno do dbania o porządek. Nie warto doprowadzać do sytuacji, w której nie będziemy umieli znaleźć początku tego bałaganu. Co gorsze nie doprowadzajmy do sytuacji, w której przestaniemy dostrzegać nasz nieporządek. Zawsze możemy liczyć na pomoc naszego Perfekcyjnego Pana Domu i nie tylko domu, ale całego życia.

Ucisz się!

Ucisz sie

Ostatnio często chce mi się krzyczeć. Wtedy gryzę swoje dłonie, by stłumić dźwięki. Niekiedy ślady zostają jeszcze przez kilka dni. Jestem na siebie zła. Krzyczę na siebie, na świat, na ludzi. Zdarza się, że sypię przekleństwami jak stary szewc. Jestem niemiła, wredna i mało inteligentna w relacjach społecznych. Wstydzę się chodzić do spowiedzi – grzechy cały czas takie same a braku poprawy jak nie było tak nie ma. Nie chce mi się modlić, chodzić do kościoła, naprawiać relacji z innymi, z Bogiem. Jestem leniwa i nieodpowiedzialna. Niezorganizowana i apodyktyczna do granic możliwości. Znowu krzyczę, no bo ile można się tak miotać?

„Musisz zasłużyć na moją miłość” – zauważyłeś, że te słowa nigdy nie padły z Bożych ust? Dlaczego więc człowiek tak kurczowo trzyma się nieprawdy… ON JUŻ CIĘ UKOCHAŁ. MOCNIEJ SIĘ NIE DA.

P O Z W Ó L M U S I Ę K O C H A Ć

Kiedy choć na chwilę pozwolę dotknąć Mu swego serca, już nie ma krzyku, nie ma płaczu i zgrzytania zębów. Jest spokój duszy, która bez Niego jest jak burza na jeziorze. Wystarczy, że on powie „Ucisz się”, a wszystko wokół milknie i jest mu poddane.
Bo Ty Panie jesteś dla mnie ucieczką, wyrywasz mnie z ucisku, otaczasz mnie radościami oclenia. Tu i teraz. Na zawsze.