Mogę

Podczas niedzielnej mszy świętej zdałam sobie sprawę jak bardzo stoję w miejscu. Jak bardzo dawno nie odkryłam w Bogu niczego nowego. Zrobiło mi się strasznie głupio – trochę przed sobą, ale przede wszystkim przed Nim.

Drugie zdziwko – od 2000 lat Kościół nie mówi NIC nowego. Nie ma żadnych nowych objawień czy wytycznych. WSZYSTKO zostało już powiedziane. Proste kocham z krzyża, które rozbrzmiewa już drugie tysiąclecie. Więc jak to możliwe, że Kościół nadal ma co odkrywać w Bożym przesłaniu?! Wszystko już wiadomo, nie ma co rozkminiać, szukać, pogłębiać…

A jednak… Liturgia Słowa – cały czas te same psalmy, te same ewangelie. Czy jest w nich coś nowego, coś odkrywczego? Przecież wszystko już powinniśmy wiedzieć, rozumieć, pamiętać, stosować.

Tajemnica powołania – dlaczego mężczyźni w sile wieku decydują się na wstąpienie do seminarium/zakonu? Dlaczego kobiety porzucają wizję macierzyństwa i w pełni oddają się Bogu?

Albo tajemnica obecności Ciała i Krwi Jezusowej z chlebie i winie. Przyznaję się bez bicia – nie rozumiem. Czy to źle? Czy mam to rozumieć, czy mam wierzyć, że tak właśnie jest? Czy to nie jest piękne, że Bóg jest tak tajemniczy, że pozwala mi cały czas siebie odkrywać?

Piękne jest to, że gdy Go poznaję, poznaję tak naprawdę siebie. Bo jestem Jego odbiciem, jestem Bożym refleksem.

Tak sobie czytam to co napisałam i wydaje mi się, że ni to składu ni to ładu nie ma. Ale – cieszę się, że mogę wierzyć, że nikt mi tego nie zabrania, nie zmusza. Mogę. I za to dziękuję.

Reklamy