Akcja TERMOS

termos

 

Ostatnimi czasy w kościele św. Anny w Warszawie organizowana jest akcja „Termos”. Polega ona na wyjściu na Krakowskie Przedmieście i zaproponowaniu nieznajomym napicia się gorącej herbaty, zaproszeniu na wieczór z rozważaniami na temat naszego powołania. Staje się to również okazją do dania świadectwa w jaki sposób ja przeżywam wiarę w Kościele.

Tak drobny gest jak wyjście do zziębniętych ludzi na ulicy i poczęstowanie gorącą herbatą potrafi bardzo zbliżyć do siebie. O dziwo, ludzie bardzo często pozytywnie reagują na takie „zaczepki”, a wiele z nich mówi ostatecznie, że może przyjdą również na spotkanie.

Ten cykl artykułów  brzmi: budujące środy, a akcja „Termos”, bardzo buduje nie tylko tych co dostają gorącą i słodką herbatę, ale również i tych którzy z tą herbatką wychodzą.

To jest właśnie radość z niesienia Miłości i Dobrej Nowiny. Oprócz ludzkich względów, takich jak chociażby, przełamywanie nieśmiałości, mamy przeświadczenie, że nie idziemy z czymś płytkim i bezsensownym, ale z bardzo ważną treścią: „Bóg kocha Ciebie. Zapraszamy abyś Ty tego doświadczył. Jest to możliwe, bo sami tego doświadczyliśmy”

Reklamy

Nie taki diabeł straszny jak się Umaluje!

Jak się diabeł umaluje to i ładny jest, i miły, i przyjemny. Musi przecież zbliżyć się i nie wystraszyć. Nie chcemy przecież tego, co wywołuje w nas strach i będzie miało opłakane skutki. Szkoda, że jak przychodzi czas zrzucenia całej tapety z twarzy i z siebie, okazuje się straszną poczwarą (proszę tutaj nie snuć żadnych podtekstów i podobieństw co do Pań  – nasze kobiety zawsze są piękne).

Inaczej jest z Bogiem. On nie musi się malować i niczego ukrywać. Jest Prawdą, która daje światło. Bóg wychodzi z jednym prostym przekazem: Kocham Ciebie Dzisiaj! – ten przekaz jest aktualny właśnie teraz, gdy czytasz ten tekst. Bóg nie ukrywa niczego – bo prawdziwa miłość jest czymś czego pragniemy, czymś co przynosi jedynie dobre skutki.

To, że często dajemy się nabierać na pięknego, umalowanego diabła to niestety jest skutek grzechu i naszego nieuporządkowania. Przez to tracimy nadzieję i chęci do życia. Przez to powstają kłótnie, brak zaangażowania w życiu drugiego człowieka i egoizm.

Na szczęście Bóg nie jest tylko nie umalowany i piękny, ale jest Miłością, która wybacza i bierze nasze pomyłki i nasze grzechy na krzyż. To On wybawia nas od tego, że zbłądzimy i damy się oszukać temu Umalowanemu.

Święty bez Boga

Motyw literacki, który jest najbardziej znany w „Dżumie” Alberta Camusa. Chyba jednak  nie tylko motyw literacki, ale i styl życia wielu ludzi.

Coraz częściej spotykam osoby, których mottem życiowym jest: „najważniejsze w życiu to być dobrym, żyć w zgodzie ze sobą, ludźmi czy naturą”. Niektórzy, może nawet natchnieni, chcą angażować się w prace filantropijne/charytatywne. Warto sobie jednak przypomnieć, że to wszystko co robimy i te nasze działania to marność. Oczywiście nie chodzi o to, byśmy z kolei wrócili teraz do średniowiecza i głosili: „MEMENTO MORI”. Chodzi o to, by zrozumieć jedną ważną sprawę: „NIGDY NIE ZASŁUŻYSZ SOBIE NA ŚWIĘTOŚĆ I ZBAWIENIE!” I sam działając jako dobry ateista czy też gorliwy katolik, którego celem jest zdobycie jak najwyższego stopnia świętości. Czy  nam się to podoba czy nie – zbawienie mamy za darmo w Jezusie i tylko w Nim.

Daremnie trudzisz się człowieczku, z czymkolwiek, jeśli robisz to bez Boga. Nawet pomoc innym, jeśli nie będzie wypływała z miłości Chrystusowej pozostanie jałowa. Nie wystarczy być dobrym człowiekiem. Trzeba być świętym. Trudna to sztuka – to prawda, na pewno jednak możliwa. Wierzy w nas sam Chrystus. Gdyby było inaczej, na pewno Bóg nie dawałby nam polecenia: „Świętymi bądźcie!” – jest to możliwe na każdej drodze naszego życia. Znamy wiele przykładów. Chociażby Jan Paweł II – „Święty z Bogiem” .

Między dobrem a przyjemnością

Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie wybiera zła. Wybiera zawsze między dobrem a dobrem.

Jak sobie czasami przypominam, to mogę stwierdzić, że przyczyną mojego grzechu była chęć sprawiedliwości, porządku, przyjemności, miłości, troski czy nauki innych. Przecież kłóciłem się z bratem, bo przecież wiem lepiej co zrobić żeby był ład i wszystko cudownie pasowało, nie pomogłem kumpeli, bo jest wredna i nikomu nie pomaga więc sprawiedliwości musi stać się zadość. Ojciec może próbować z miłości do dzieci ochronić je przed złem tego świata i zabiera im wolność zabraniając i decydując za nich w ich życiu, matka poprzez swoją troskę doprowadza wszystkich do kłótni o  drobne sprawy, a ja jako mądrzejszy „muszę temu głupkowi wytłumaczyć”, wyzywając go, jak ma się zachować. Może się zdarzyć, że dziewczyna idzie z chłopakiem do łóżka, bo go bardzo kocha albo po prostu chce zażyć trochę przyjemności. W pierwszym przypadku  można by pomyśleć, że to jest dobre a nawet godne pochwały, w drugim wypływa z przyjemności, która sama w sobie też nie jest niczym złym.  Gdzie więc jest problem?

Ojciec kłamstwa działa zawsze tak samo –pokazać grzech jako coś dobrego. A ja – biedny człowiek, łatwo daję się zwieść w odróżnieniu tego co jest dobre, a co tylko przyjemne i grzeszne. Ciężko odróżnić tę subtelną różnicę. Przecież mam pragnienie dobra, a jednak popełniam grzech.

Jezus jednak zwyciężył na krzyżu i to nie jest tak, że jesteśmy na straconej pozycji. Jedynym sposobem na dojście do świętości jest sprzeciwianie się złu. W Piśmie Świętym nie przeczytamy, że wygramy z diabłem. My możemy się jemu tylko sprzeciwiać – resztę zrobi Chrystus. Bądźcie trzeźwi, czuwajcie!

A czuwać to być w relacji z Jezusem, który pokaże nam prawdę gdzie jest dobro a gdzie zło.

Zarabiaj miliony – zasady, które zmienią twoje życie.

Ostatnio baaardzo modny stał się rozwój osobisty, samorealizacja, trening osobowości etc. W internecie, co raz można zobaczyć reklamę zachęcającą do skorzystania z jakiegoś meetingu, eventu czy przemowy. Zachęcają nas slogany typu: „zmień swoje życie”,”zostań milionerem” czy też ‚”5 prostych kroków by osiągnąć sukces”.

Słuchamy pewnych ludzi, którzy chcą przekazać pewne mądrości życiowe lub w jaki sposób planować swój czas, aby być szczęśliwym człowiekiem. Myślę, że są to w wielu przypadkach bardzo wartościowe i mądre treści. Martwiące jednak jest to, że owi coach`e stają się często dla nas guru posiadający tajemną wiedzę.

Czasami mam wrażenie jakby to była papka niby mądrości, potrzebna do osiągnięcia niby sukcesu. A przecież tak na prawdę jest jedna prosta zasada, która zastąpi wszystkie starania. Brzmi ona: „Pragnij!” Tak jest. Wystarczy, żebyś prawdziwie pragną jakiegoś celu, a tak na prawdę to możesz osiągnąć.

Tak samo jest z relacją z  Bogiem i drogą do świętości. PRAGNIJ! Bądź albo gorący albo zimny. Nigdy letni. Człowiek, którym pomiata wiatr i żyje bez pragnienia świętości nic nie zyska. Jeśli nie czujesz chęci do nawiązania relacji z Bogiem to problem w mniejszym, czy większym stopniu leży w Tobie. Jeśli zapragniesz – spotkasz Boga. To pragnienie jest łaską, ale też i odpowiedzią na zaproszenie dane od Boga.

Tylko Światło, tylko Życie

aa

„Tylko Światło” nazwałbym osoby, które żyją religijnością, wyszukują spotkań modlitewnych, specjalnych modlitewek, nowenn. To osoby, którym łatwo przychodzi rozmyślać o Panu Bogu, debatować na tematy religijne: dlaczego In vitro jest złe, że celibat jest dobry, a małżeństwo tylko kobieta z mężczyzną.

„Tylko Życie” nazwałbym osoby, którym Kościół jest niepotrzebny. „Przecież w życiu po prostu trzeba być dobrym człowiekiem. Najważniejsze, abym postępował zgodnie ze swoim sumieniem, gdyż wszelkie przykazania, a zwłaszcza te przykazania KOŚCIELNE, tylko mnie ograniczają.”

Ani pierwsza ani druga postawa nie jest dobra. Światło-Życie to jest: słuchać Światłości i przez to zmieniać  swoje Życie. Wtedy właśnie następuje odnowa w Duchu Świętym. Ważna jest też kolejność. Wpierw należy zostać przeniknięty Światłem, aby potem móc rozświetlać Życie. Gdy wpierw zaczniemy budować swoje życie bez konkretnych fundamentów, wówczas Światło stanie się jedynie płomykiem czy iskierką nawet bardziej: karykaturą prawdziwej Światłości.

Pojawia się więc pytanie: Czy jednak nie jest to trudne być człowiekiem Światło-Życie? Oczywiste, że jest to trudne (zwłaszcza przy naszej grzesznej naturze), ale jednak możliwe. Bóg dał mi wolność abym wybierał. Nie jestem skazany na zło, wręcz przeciwnie – zostałem już zbawiony i wszelki grzech, mój BÓG, wziął na siebie.  Jestem powołany do szczęścia i życia w prawdzie i Światłości.

Pytania bez odpowiedzi

Dobrze jak się staramy. Dobrze jak chcemy się poprawiać i nawracać. Czemu jednak tak często kończy się tylko na chęciach? Dlaczego, gdy przychodzi czas działania to nie udaje się nam nic zrobić?

Dlaczego pomimo mocnego postanowienia, przy pierwszym osłabieniu ducha, upadamy?

Czy jesteśmy całkowicie winni za upadek, czy może Bóg dopuszcza takie doświadczenia?

W jaki sposób Pan zamienia zło w dobro, ciemność w światło, nienawiść w miłość, a grzech w uświęcenie?

Jak bardzo mam się zmieniać? Czy może stawać w szczerości i pokorze, mówiąc: Panie nie daję już rady?

Gdzie leży prawda? Przecież nawet i w Kościele spotykamy sprzeczności.

Czy faktycznie bycie dobrym człowiekiem nie wystarcza? (Przecież mamy być świętymi, a nie dobrymi)

Gdzie jest granica między „normalnością” , a grzesznością, dewocją, a prawdziwą relacją z Bogiem?

I tak dalej…

Można zadawać pytania. Ale może tak po prostu zaufać Bogu? Oddać Mu to wszystko i wsłuchać się w Jego głos. Bóg jest światłością, prostotą, miłością, mądrością. On jest biały, a nie szary.

Prostota serca i czystość intencji o wiele więcej może dać niż próba odpowiedzi na jakieś pytania. Panie!  Święty! Jakże niezgłębione są Twe zamiary! Twe myśli tak inne od naszych. Dobrze mieć Ciebie za Ojca.