To koniec?

Zbliża się wytęskniony przez wszystkich moment. Wielkimi krokami nadchodzi koniec roku. Zeszyty, książki i notatki pójdą w odstawkę i nastąpi czas wolności o którym wszyscy marzyliśmy przez ostatnie 10 miesięcy. Dla niektórych będzie to czas wielkich końców, gimnazjum, liceum a może i studiów. To czas, w którym drogi nasze i naszych przyjaciół/kolegów zaczynają się rozchodzić. Inne szkoły, inne miasta, inne życie. Czasem może to być trudne.

Z moich doświadczeń wynika jedno. Jeżeli nam na kimś na prawdę zależy, jeżeli ktoś jest dla nas na prawdę ważny to zrobimy wszystko, żeby utrzymać tą znajomość. Tak już jest, że ludzie obok nas się zmieniają, czasem jest to bolesne, zwłaszcza jeśli dana osoba była dla nas szczególnie ważna. Warto jednak pamiętać, że to co istotne wymaga od nas poświęceń, trzeba się trochę postarać. Niejednokrotnie pisałam już o tym, że to co piękne wymaga od nas wysiłku, ale tylko wtedy możemy przekonać się ile to dla nas znaczy.

Zatem czy to koniec? Czy koniec szkoły oznacza koniec kontaktów z bliskimi? Większość tych końców zależy tylko od nas. Pamiętajmy tylko, że koniec jest zawsze prosty, prawdziwe, głębokie relacje, które zmieniają nasz życie wymagają dużo pracy a czasem i poświęceń.

To nie koniec, to początek

Czas na oazę

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Przynajmniej niektórzy będą mieć 2 miesiące wakacji. Dla mnie przez lata był to czas kolejnych rekolekcji, najpierw jako uczestnik, później jako animator. Gdy przychodził czas zapisów nie zawsze wiedziałam gdzie pojadę, jednak zawsze wiedziałam, że muszę jechać. To były czasy, w których nigdy nie musiałam się martwić o plany na wakacje.

Dziś jednak czasy się zmieniły. Studia. Praca. I w pewnym momencie plany na wakacje przestały być problemem bo i wakacji nie ma. I tak od kilku już lat nie mam możliwości pojechania na rekolekcje, bo urlop, bo inne takie.

Mam, więc do Was wszystkich wielką prośbę. Jeżeli tylko możecie wybierzcie się w tym roku na rekolekcje! Zróbcie to dla siebie i dla wszystkich, którzy nie mogą. Kiedyś mogą przyjść takie wakacje, w których nie będziecie mogli jechać. Mi już zostało tylko być z Wami duchem i już Wam zazdroszczę.

Boże Ciało

Zakładam, że czytacie ten tekst będąc już po Eucharystii i procesji. No bo przecież to święto dziś kojarzy nam się głównie z procesją, ołtarzami, sypaniem kwiatków i całą resztą. Chciałabym jednak trochę odczarować te mity.

Po pierwsze. Przywykliśmy do nazwy Boże Ciało, ale czy zastanowiliście się nad nią choć przez chwilę? Mamy dwa człony Boże i Ciało. Na pozór wydaje się, że są to słowa sprzeczne, bo czy możemy mówić o Ciele Boga? Czy Bóg może mieć Ciało? W tej potocznej nazwie zawarta jest wielka prawda teologiczna, mówiąca o tym, że Bóg przyszedł na ziemie, przyjął ludzkie ciało i został człowiekiem, a jednocześnie pozostawił to ciało w Eucharystii. Mamy w tym dniu świętować Ciało, które w boski sposób zostało uwielbione i pozostawione nam.

Po drugie. Procesja. Wychodzimy dziś z Jezusem Eucharystycznym na ulice naszych miast. Mój proboszcz zawsze powtarza, że w tym dniu powinniśmy wynieść z kościoła wszystkie obrazy, sztandary i figury, jako znak naszej wiary. W tym dniu Kościół wychodzi z murów, wychodzi do ludzi, na ulice miast. To symbol tego, że Boga nie można zamknąć w budynku, że przychodzi do każdego człowieka.

Od kiedy zaczęłam zajmować się tym świętem bardziej naukowo, odkryłam niewypowiedziane piękno. I bardzo zachęcam Was wszystkich to poszukiwań i przemyśleń nad tym szczególnym dniem. A jeśli dziś nie znajdziecie czasu, to spokojnie na szczęście mamy na to całą oktawę Bożego Ciała.

 

Kilka słów o śnie

Dziś będzie naprawdę krótko, a wszystko to dlatego, że już ledwo patrzę na oczy i piszę ten tekst resztką przytomności. Wszyscy studenci wiedzą o co mi chodzi, zbliża się sesja, więc sen to luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. Podobnie mają maturzyści przed maturą, ale i każdy z nas ma w swoim życiu takie dni, w których do zrobienia jest zdecydowanie za dużo. Są różne sposoby na radzenie sobie z tymi sytuacjami, ja zaliczam się do tych, którzy wolą wcześniej się położyć, ale za to wstać później.
Tak już na poważnie. Chcę dziś powiedzieć, że czasem najlepszą opcją jest sen, odpoczynek. Czasem trzeba dać sobie czas na regeneracje. Z chłodną głową, bez zapałek w oczach wiele spraw wygląda inaczej i łatwiej można podjąć pracę nad nowymi projektami i nad samymi sobą.
Jesteśmy tylko ludźmi, więc dajmy sobie czasem prawo i do odpoczynku, nawet Bóg odpoczął siódmego dnia, po dziele stworzenia. Ja już więc kończę, żeby dać Wam czas dla siebie.

Przybądź Dawco Dobra i zamieszkaj w nas!

Jak zwykle siedzę i zastanawiam się nad kolejnym tematem na tekst na bloga. Muszę się Wam przyznać, że często mam totalną pustkę w głowie jeszcze siadając przed komputerem. Dziś było by tak samo, ale na szczęście, jak zawsze zadział niezawodny, często tak bardzo niedoceniany – Duch. Szybko tłumaczę się, że trochę zainspirował mnie ostatni wpis Eweliny, żaden to plagiat i naruszenie praw autorskich, bo przecież wszyscy tu piszący na pewno się ze mną zgodzą, że koniec końców czerpiemy z tej samej skarbnicy. Czasem zdarza mi się słyszeć, że ktoś chwali moje wpisy, dziś na kilka dni przed Zesłaniem Ducha Świętego, mogę z czystym sercem powiedzieć, to nie ja je pisze. Wszystko co przelewam na ekran mojego komputera nie wypływa tylko z mojej głowy, wszystko to dane jest mi przez Ducha.

Mam poczucie, że bardzo łatwo przychodzi nam zapominać o Trzeciej Osobie Boskiej – Duchu Świętym, Duchu Mądrości, Zrozumienia, Poznania, Odwagi i pewnie długo mogłabym tak wymieniać. Łatwo nam wszystko przypisać samym sobie, a przecież bez Ducha nie bylibyśmy wstanie powiedzieć, że Jezus jest Panem. Wszystko co czynimy dzieje się za Jego sprawą. Nie tylko wielkie akty wiary i bohaterstwa, ale najprostsze rzeczy, banalne, z pozoru słowa, niewielkie czyny, które mają tą wyjątkowość, że dzieją się właśnie teraz, właśnie tu. Jak tak o tym myślę to w swoim życiu ciągle „potykam się” o działanie Ducha Świętego, nie tylko na egzaminach, ale tak na co dzień.

Pisze więc dziś ten tekst jako podziękowanie dla Ducha Świętego, autora wszystkich tekstów na tym blogu, autora wszystkich moich odpowiedzi, prac na uczelni, autora wszystkich moich „mądrych” rozmów. Nie wiem jak Wy, ale z takim Wspomożycielem nie boję się niczego.

Mój mały nieporządek

Nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi tu cytować Perfekcyjną Panią Domu. Powiedziała ona w jednym z odcinków, że należy unikać sytuacji, w których prowokuje się bałagan np. zostawianie niezłożonego koca itp. Ostatnio namacalnie poczułam jak działa mały życiowy bałagan, z pozoru nie znaczący, zwykła uniwersytecka zaległość, której chyba większość kiedyś doświadczyła. Ja ostatnio pisałam pracę, którą już dawno powinnam oddać, ale zawsze coś stało mi na drodze. Doszło do tego, że wiedziałam, że nie mogę zacząć niczego nowego dopóki nie skończę tego. Wisiało to nade mną i nie dawało mi spokoju. Niby nic wielkiego, ale doszło do tego, inne rzeczy też się posypały, między innymi, za co bardzo Was przepraszam, umknęła mi zeszła środa i czas na napisanie tekstu na bloga. Niewypowiedziana radość zapanowała w moim życiu na nowo, gdy pracę napisałam i oddałam prowadzącej.

Czasem ignorujemy małe zaległości, błędy, pomyłki, bo mówimy sobie, że to przecież nie ma znaczenia. Robimy tak z obowiązkami, relacjach z innymi, na każdym prawie kroku. Co gorsze mamy też skłonność do postępowania tak w życiu duchowym. Bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę, że to właśnie od małych kamieni zaczyna się lawina, której możemy nie zatrzymać. Powinniśmy zawsze zaczynać właśnie od tych najmniejszych rzeczy. Nie musimy od razu zbawić całego świata wystarczy, że będziemy stale dążyć do naszej świętości, prostymi czynnościami codziennymi.

Zachęcam wszystkim mocno do dbania o porządek. Nie warto doprowadzać do sytuacji, w której nie będziemy umieli znaleźć początku tego bałaganu. Co gorsze nie doprowadzajmy do sytuacji, w której przestaniemy dostrzegać nasz nieporządek. Zawsze możemy liczyć na pomoc naszego Perfekcyjnego Pana Domu i nie tylko domu, ale całego życia.

Spotkanie po … „latach”

Tak się złożyło, że ostatnio długo nie mogłam spotkać się ze swoimi dwoma przyjaciółkami. Cały czas było nam nie po drodze, a to zajęcia, a to praca, a to 1000 innych rzeczy. Ostatecznie jedna z nich zadecydowała za nas, że spotykamy się tego i tego dnia, o tej i o tej godzinie. Bez żadnych dyskusji! No i nareszcie udało się, to był bardzo pozytywny czas i chociaż nie powiedziałyśmy sobie pewnie wielu rzeczy to i tak te kilka godzin razem sprawiły, że poczułyśmy się lepiej, ja na pewno

Czasem zwalamy na brak czasu to, że tracimy kontakt z innymi ludźmi. Myślę, że ta wymówka sprzyja każdemu. Tak często najłatwiej jest powiedzieć to nie moja wina taki świat. Moje doświadczenie jest jednak takie, że jeżeli na prawdę nam na kimś zależy to zawsze uda się spotkać, porozmawiać, czasem wystarczy tylko pewność, że ten ktoś jest. Jeżeli bardzo mi zależy na kimś to znajdę dla niego choćby kwadrans nawet kosztem swojego odpoczynku czy czegokolwiek. Przekonuję się coraz częściej, że jeśli chodzi o kontakty z innymi ludźmi WSZYSTKO zależy od nas!

Relacje z drugim człowiekiem są też dobrą ilustracją dla relacji z Bogiem. Nie mów, że nie masz czasu, że jesteś zapracowany, bo to nic nie znacząca wymówka. Jeżeli na prawdę Ci zależy znajdziesz czas, czasem może kosztem spania do południa, czy wolnego wieczoru. Nie odkładamy tych spotkań na wieczne później, bo tak jak tracimy więź z dawno nie widzianym znajomym, stracimy więź z Bogiem i będzie nam coraz trudniej „umówić się na spotkanie”. Tu mamy lepiej, ponieważ Bóg zawsze ma dla nas czas.

Zróbmy rachunek sumienia. Kiedy ostatni raz widziałaś/ rozmawiałeś/ pisałaś ze swoim przyjacielem? Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z Bogiem tak jak z przyjacielem? Z doświadczenia wiem, że relacji z PRAWDZIWYM PRZYJACIELEM nie można zastąpić niczym innym. To wielki skarb, więc nie pozbywajmy się go tak szybko.

To co się widzi

Oj ślepnę ostatnio na potęgę! Od jakiegoś czasu muszę korzystać z pomocy technologii w postaci szkieł czy to w okularach czy soczewkach. Ogólnie jestem krótkowidzem i mam duży problem z zauważeniem tego co daleko. Na szczęście wizyta u okulisty już umówiona i liczę na poprawę.

Oczywiście nie piszę tego bez powodu. Tak sobie myślę, że w naszym życiu też mamy problemy z patrzeniem. Może częściej jesteśmy dalekowidzami. Wolimy widzieć i patrzeć daleko. Łatwo nam pomagać obcym, ubolewać nad biedą w Afryce, wzruszamy się widząc głodne dzieci na innym kontynencie. Tak trudno nam zauważyć to co blisko nas, może nasi bliscy, znajomi, sąsiedzi, może oni potrzebują naszej pomocy, wsparcia, choćby dobrego słowa, zainteresowania. Warto się może zastanowić nad tymi którzy na prawdę potrzebują naszej pomocy, naszego bycia obok. Czasem bardziej wartościowe jest rozmowa z sąsiadem, któremu np. zmarł ktoś bliski, niż ubolewanie nad biedą w Afryce.

Załóżmy okulary i zacznijmy zauważyć również to co jest blisko. Może kiedyś to my będziemy potrzebować pomocy i oby nie okazało się, że otoczą nas dalekowidze.

Czasem naprawdę nie dzieje się nic

Siedzę tak sobie przed monitorem komputera, patrzę za okno, rozglądam dookoła i ciągle nie mogę wymyślić tematu kolejnego tekstu na bloga. Nie jest ze mną tak bardzo źle, bo przynajmniej wiem jaki jest dzień tygodnia i pamiętam, że mam napisać. Myślę i myślę i nic mi do głowy nie przychodzi, bo czasami tak zwyczajnie nie dzieje się nic. Znaczy w takim sensie, że nie codziennie przydarzają się nam wielkie, refleksyjne rzeczy, to domena bohaterów książek, filmów czy seriali, u nich zawsze się coś dzieje. Moje życie to na szczęście nie serial i czasem mam poczucie, że jeden dzień nie wiele różni się od drugiego. Zdążają się dni, kiedy pytana: Co tam? Odpowiadam, zgodnie z prawdą nic.
Natychmiast dementuje. To nie jest żadne ubolewanie czy coś takiego. Lubię to swoje nudne życie. Czasem wydaje nam się, że codziennie musi nas spotykać coś ciekawego, że zawsze musimy mieć do opowiedzenia ciekawą historię, że tak zwyczajnie musi się coś dziać. Czasem jednak w rutynie dnia codziennego można odnaleźć prawdziwe piękno, dostrzec to co tak często umyka, zrozumieć, że to wszystko jest cudowne.
W takich chwilach doceniam pewność jaką daje mi Bóg, że moje życie ma sens, że to wszystko nie jest tylko dlatego bo musi, ale to wszystko ma wielkie znaczenie i jest potrzebne. Gdy pływa się żabką to po wykonaniu ruchu rękami i nogami następuje moment wyleżenia, równie potrzebny by móc płynąć dalej.
Życzę, więc Wam wszystkim chwili spokojnego wyleżenia, w czasie którego można rozejrzeć się dookoła siebie, może uda wam się spostrzec coś nowego.
P.S. No i chwila na prywatę. Ja w mojej chwili wyleżenia dostrzegłam jedną osobę, której należą się oficjalne wielkie podziękowania. Człowiek bez którego nie czytalibyście moich tekstów na tym blogu, ktoś kto cierpliwie znosi to, że czasem zapominam, że to już czas na przesłanie tekstu i jeszcze ani razu nie dostało mi się za to 🙂 Adam dziękuję Ci bardzo!! Bez ciebie to bym nie ogarnęła 🙂

Jak to jest z tym miłosierdziem?

Święta, święta i po świętach. No na szczęście nie, bo jeszcze przez jakiś czas pozostaniemy w czasie świętym. Nie o tym jednak chcę dziś pisać. Za sprawą świętego Jana Pawła II niedziela po Wielkanocy jest Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Dużo się o tym mówi od kilkunastu lat, wszystko oczywiście związane jest z siostrą Faustyną, powstaniem Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Jakoś się już po woli oswajamy z tą wielką tajemnicą, jaką jest Miłosierdzie Boże. Myślę, że jako grzeszni ludzie bardzo chętnie przechodzimy na porządku dziennym z tym wielkim darem.

Niedziela Miłosierdzia, jednak nasuwa mi inne kwestie. To, że Bóg jest miłosierny to oczywista sprawa, ale jak jest z nami? Mamy w swoim życiu ciągle dążyć do naśladowania naszego Niebieskiego Ojca, więc i w tej kwestii powinniśmy dążyć do doskonałości. Mam jednak wrażenie, że idzie nam z tym opornie i mówię to na własnym przykładzie. Jak to naprawdę jest z tym naszym miłosierdziem? Czy potrafimy wybaczać? Czy umiemy rezygnować z samych siebie na rzecz innych ludzi? Patrzę sama po sobie widzę jak często oczekuje od innych więcej niż od siebie. Jak często gromadzimy w sobie całą złość i zawiść w sobie. Wiadomo, że nie jesteśmy doskonali i nie potrafimy w pełni odzwierciedlać zachowań Ojca, jednak jak często nawet nie zadajemy sobie najmniejszego trudu, aby spróbować.

Kiedyś pisałam, że czekania powinniśmy się uczyć od Boga, o ile bardziej powinniśmy się uczyć od Niego też Miłosierdzia. Może warto choćby spróbować…